wtorek, 25 sierpnia 2015

Epilog

- Louis debilu przestań mnie straszyć ! - uderzyłam go w ramię. Trochę za nim tęskniłam. Usiadł obok mnie przy stole i nalał sobie soku. Wyprzystojniał jako ojciec, jednak jego oczy były niepokojąco chłodne.
- Jak się czujesz mała ? - posłał mi uśmiech. Oddałam gest.
- Jest okej. Czuję poprawę. Chyba jestem na dobrej drodze, żeby wyzdrowieć. - z uśmiechem patrzyłam na mojego męża. Trzymał nasze dzieci za rączki i powoli szli w naszą stronę.
- Cieszę się Summer. Wszyscy się o Ciebie martwimy. Kto by mi działał na nerwy jak nie ty ? - szturchnął mnie lekko w ramię.
- Sądzę, że Harry by sobie poradził. - zaśmialiśmy się. Darcy i Alex przytulili swojego wujka, a Harry pocałował mnie w policzek.
- Harry, przyjacielu musimy porozmawiać. Na osobności. - powiedział Louis wstając. Mój mąż posadził Alexa na moich kolanach i poszli do środka. Nienawidzę jak oni coś kombinują.

*** Oczami Harry'ego ***

- O co chodzi stary ? - oparłem się o biurko w gabinecie. Czaił się. Albo bał się mojej reakcji, albo wstyd było mu mówić. To dziwne jak on się tak zachowuje. Drugi raz widzę go w takim stanie.
- No... chodzi o to, że masz problemy z firmą. W Stanach bardzo spadłeś. Musisz coś z tym zrobić bo polecisz z torbami. Twoja sekretarka chciała się z Tobą skontaktować, ale nie odbierałeś. Zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym Ci to przekazał. - przecież to niemożliwe. Moje imperium upada ? To chyba jakiś żart. - Pamiętasz o czym kiedyś rozmawialiśmy ? Sprzedaj mi udziały. Nawet mniej niż pół. Zajmę się tym dopóki Summer wyzdrowieje. Chcę Ci pomóc. - otwierał już usta, żeby coś dodać, ale go uciszyłem.
- Muszę porozmawiać z Summer. To nasza wspólna decyzja. Zadzwonię do Ciebie później. - pokiwał głową i wyszedł. Przetarłem twarz dłonią i wróciłem do rodziny. Próbowałem zamaskować zdenerwowanie, ale żona za dobrze mnie zna. Nie pytała przy dzieciach, ale jak tylko usiedli na kocu i zaczęli się razem bawić zawołała mnie do siebie. Musiałem jej powiedzieć. Nie chcę kłamstw i przekrętów w naszym małżeństwie.
- Uważam, że Louis ma dobry pomysł, ale nie do końca. Sprzedaj mu tylko to, co masz za oceanem. Żebyśmy już zawsze byli razem. Nie chcę, żebyś tam znów wyjechał na kilka miesięcy. Bo ja bym nie wytrzymała tu bez Ciebie tyle czasu. - głaskałem ją po włosach. Ma rację. To będzie najlepsze wyjście. Jest piękna i inteligentna. Nie mogłem trafić na lepszą kobietę. Uśmiechnąłem się i ją mocno przytuliłem. Ciężkie dni przede mną. Nie sądziłem, że kiedyś będę w stanie sprzedać chociaż część swojej firmy. Tylko, że ja dla rodziny wszystko zrobię.

~*~


Słońce zachodziła nad Powella. Odbijało się od spokojnej tafli wody jeziora. Nagle wszystko ucichło. Nie było szumu aut, gwaru przechodniów i hałasu komunikacji miejskiej. Była cisza.
Siedząc na wiklinowym fotelu, patrzyłem w niebo. Byłem na emeryturze. Nie lubiłem siedzieć w miejscu, więc razem z moją Baby wybraliśmy się w podróż dookoła świata. Nigdy nie miałem okazji zwiedzić tak wielu miejsc, tak pięknych miejsc.
- Zobacz kochanie co nam zostało. Dzieci mają swoje dzieci, pracę. A my zostaliśmy sami. - położyłem dłoń na jej. Wiem, że wiele życia nam już nie zostało.
- Lepiej we dwoje niż osobno - uśmiechnęła się.
- Bez Ciebie już by mnie tutaj nie było. - popatrzyłem w jej zmęczone oczy. Życie bardzo jej dokopało. Najważniejsze, że wygrała walkę z chorobą. Przeszła przez to i nigdzie nie odeszła. Zawsze ze mną była. Nie popełniłem już błędu.
 - Kochanie, jakie jest twoje najmilsze wspomnienie związane z naszym małżeństwem. Zastanowiła się chwilę. W końcu musiała przewertować w pamięci kilkanaście lat...
- Mam miłe wspomnienie, ale przed naszym małżeństwem. Jak zabrałeś mnie do wesołego miasteczka. 
- Nadal o tym pamiętasz ? Dla mnie najważniejszym i najmilszym momentem był nasz pierwszy raz. - ucałowałem jej dłoń.
- Też. Ale to było duże wydarzenie, dla mnie. A chciałam ci przypomnieć o tych mniejszych.
- Oj kochanie. Chciałbym pamiętać każde słowo które kiedykolwiek padło z twoich ust. 
- Nie te lata.
- Chodź skarbie. Musimy jechać na lotnisko. Wiesz, że Darcey jutro ma urodziny. Musimy być w domu.
- Wiem, wiem.  Ciekawe kiedy będzie rodzić. - wstała.
- Chodź do mnie kochanie. - rozłożyłem ramiona. Przytuliła się do mnie. Zawsze dobrze trzymać ją blisko siebie.
- Kocham Cię. Zawsze kochałem i będę kochał.
- Ja ciebie też kocham, Harry. - Wzięliśmy bagaże i poszliśmy do samochodu. Oczywiście przypilnowałem czy ma zapięte pasy.
- Nie jestem dzieckiem - roześmiała się.
- Jesteś. Dla mnie zawsze będziesz malutką, bezbronną Summi.
- Oczywiście. - Cały lot spała z głową opartą na moim ramieniu. Nie wiem dlaczego jestem dzisiaj dziwnie spokojny. Czułem ulgę. Taką jakiej nie czułem od dawna. Nasz syn odebrał nas z lotniska. Wygląda prawie jak ja kiedy byłem w jego wieku. Summer jak zawsze mocno go przytuliła.
- Udały wam się wakacje? - zapytał.
- Oczywiście, że tak. A jak firma ? - spytałem z troską.
- Dobrze, tato. Stoi jak stała.
- Bardzo jesteś zabawny. Po mamusi. - uśmiechnęli się do siebie.
- Chodźcie, bo nas noc zajdzie. - Poszliśmy do samochodu. Jadąc ulicami Londynu przypominałem sobie te wszystkie chwile, które tu spędziłem. Jak poznałem moją jedyną. Jak robiłem wszystko, żeby chociaż mnie polubiła. Jak błagałem, żeby nie odchodziła, albo ją zamykałem, żeby została. Ta moja chora miłość była silniejsza od czegokolwiek. Od złości, od emocji. Liczyła się tylko ona.
Ale to się opłacało. Została. Była ze mną aż do dziś. Mieliśmy cudowne dzieci i wnuki. Weszliśmy do naszego domu, w którym niewiele sie zmieniło. Darcey zrobiła nawet dla nas obiad. Summer dobrze ją wychowała. Żałuję trochę tego, że wolałem pracować niż zajmować się moją rodziną. Mogłem być przy nich częściej. Więcej bym zrobił, pomógł. Patrzył jak dorastają. Przytuliłem moją ukochaną córeczkę. Jest piękną kobietą.
- Tęskniłam, tato - zaśmiała sie.
- Ja za Tobą też księżniczko. - Pocałowała mój policzek i podreptała do kuchni. Zupełnie jak kaczka.
Usiadłem obok żony na kanapie. Przytulała naszą najmłodszą wnuczkę. Córeczkę Alexa. Mówiła coś do niej. Mała słuchała grzecznie.
- Dziadek ! - wyciągnęła do mnie rączki. Moja maleńka.
- Chodź, skarbie - podniosłem ją.
- Mamo dobrze się czujesz ? - to mnie zaniepokoiło. Alex uważnie przyglądał się mojej żonie. Była blada, ale wyglądała na szczęśliwą.
- Właśnie. Summer, coś się dzieje? - wtrąciłem.
- Harry chce z tobą porozmawiać. W cztery oczy kochany.
- Chodźmy - zaprowadziłem ją do sypialni.
- Kochany.. chciałam Ci podziękować. Wiesz skarbie ? Jesteś dla mnie całym światem i od momentu kiedy.. kiedy cię zobaczyłam to miałeś być mój. I cieszę się, że jesteś.
- Przecież nie musisz mi dziękować. Jestem tu, bo cię kocham. Zawsze kochałem, ale chorą miłością.
- Chciałam Ci też powiedzieć, że cieszę się, że mężczyzna jak ty jest miłością mojego życia. Kochany.. wiem, że odchodzę. - wzięła mnie za rękę. Nie wierzyłem w to co ona mówi.. Przecież nie może.
- O czym ty mówisz, Summer? - spytałem poważnie. - Nie żartuj.
- Mówię poważnie.. Słabnę z każdą minutą.. Moje serce, które biło dla Ciebie przez całe życie za niedługo się zatrzyma..
- Jesteś chora ?
- Nie. Stara. - uśmiechnęła się. Spojrzałem w jej oczy. Ten błysk, który zawsze w nich widziałem i kochałem gdzieś zniknął.
- Summer - przyciągnąłem ją do siebie. - Przecież możesz żyć. Musisz tylko chcieć.
- Harry skarbie, taka jest kolej życia. Wiem, że sobie poradzisz. - pocałowała mój policzek.
- Nie. Bez ciebie sobie nie poradzę.
- Połóżmy się spać. Jestem zmęczona. - Pocałowałem ją w czoło. Naprawdę była słaba.
Ułożyłem się z nią na łóżku. Przecież ona nie może odejść. Dlaczego ? Przecież regularnie się badała. Była zdrowa. Wcale nie jest też taka stara. Dla mnie nadal jest piękna i seksowna.  Ja też się starzeję. No, ale damy rade.Chyba.
- Sunny ? - nie zareagowała. - Sunny ?! - potrząsnąłem nią. Nic.. Na buzi miała lekki uśmiech. Ona odeszła. Dotknąłem palcami jej szyi. Nie wyczułem pulsu. Zostawiła mnie. Przytuliłem się do niej. Nie płakałem. Po prostu pozwoliłem moim powiekom opaść po to, żeby już więcej się nie otworzyły.

KONIEC


Nie wiem co mam Wam powiedzieć i jak się tłumaczyć. Pewne przykre wydarzenia z mojego życia nie pozwoliły na kontynuowanie bloga. Dziękuję Wam za to, że mimo wszystko tutaj zaglądaliście. Nie wiem czy będę jeszcze pisać. Jeżeli tak to informacje pojawią się na tym blogu. Przepraszam za to, że zostawiłam to opowiadanie nie skończone. Mam nadzieje, że mi wybaczycie. / M.Horanson

poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 17

https://www.youtube.com/watch?v=y5WyBbC9o5I


Ukochana oparła głowę o moje ramię. Coś szeptała, ale nie mogłem nic zrozumieć. Zdenerwowany czekałem na karetkę. Ona nie może mnie zostawić. Nie ma do tego najmniejszego prawa. Ja jej nie pozwalam. Pierwszy dotarł do nas lekarz Summer. Położyłem ją w sypialni, a on ją zbadał. Zaśmiał się krótko.
- Co pana kurwa bawi ?! - byłem wściekły. Ona umiera, a on się śmieje.
- To, że pan mnie nie słucha i nie czyta recept. Lek, który przyjmuje dożylnie ma dwie fazy działania. Co 8 godzin uwalnia się jedna dawka leku. Teraz właśnie zadziałała ta druga. - pocałowałem ukochaną żonę w czoło i schowałem twarz w jej włosach. Ja zwariuję. Przysięgam. Nie wiem za co ten na górze chce mnie ukarać, ale mam dość. Lekarz zrobił jej jakieś podstawowe, szybkie badania i wyszedł odsyłając karetkę. Przez dwie godziny klęczałem przy łóżku przytulając ją i co chwilę ją całując. Słyszałem, jak mama kładzie dzieci do spania i jak mój syn chce się przytulić do swojej rodzicielki, ale nie może. To wszystko mnie powoli wykończy. Chcę, żeby moja żona była już całkiem zdrowa i szczęśliwa.
- Harry ? - usłyszałem szept mojej żony. Od razu podniosłem się i usiadłem obok niej na łóżku.
Wymusiłem uśmiech i odgarnąłem jej włosy z buzi.
- Co się dzieje kochanie ? Przestraszyłaś mnie.. - głaskałem delikatnie jej policzek. Jest taka delikatna i piękna.
- Przytul mnie. I nie wypuszczaj z ramion. - teraz uśmiechnąłem się już na prawdę. Taki pomysł mi się podoba.
- Przyniosę Ci jeść i pić, i się położymy dobrze ? - pokiwała głową i powoli usiadła. Szybko zszedłem na dół i wziąłem kolację, którą naszykowała nam mama. Jest niezastąpiona. Wróciłem do mojej żony i pomogłem jej zjeść. Cały czas dobija się do mnie sekretarka. Poprosiłem, żeby napisała mi o co chodzi. Nie chcę, żeby ktokolwiek przeszkadzał mi i mojej ukochanej Sunny. Odstawiłem naczynia i ją objąłem. Popatrzyła mi głęboko w oczy i długo mnie pocałowała. Zgasiłem lampkę i położyłem ją pod sobą.
- Co robisz kochanie ? - ułożyła swoje maleńkie dłonie na moim torsie. Nie chciałem już nic mówić. Chciałem tylko ją całować. Całowałem ją jakby to był nasz pierwszy pocałunek. Zsunąłem się niżej całując linię od jej brody aż do pępka. śmiała się cicho, bo wiem, że ma tam łaskotki.
- Przysięgam, że kocham Cię najbardziej na świecie. - ucałowałem jej policzek i położyłem się obok mojej żony. Miałem dobry humor. Mówi, że czuje się dobrze, uśmiecha się. Jest szczęśliwa. Przytulając ją do swojego boku udało mi się jakoś zasnąć. Rano niestety musiałem iść do pracy.
- Kochanie gdyby cokolwiek się stało, nawet jeżeli się gorzej poczujesz to masz od razu do mnie zadzwonić. Dobrze ? Pamiętaj o tym, bo bardzo się o Ciebie martwię. Będę dzwonił w każdej przerwie. - poprawiła mi kołnierzyk od koszuli i krawat. Pocałowała mnie krótko w usta i podała papierową torebkę z drugim śniadaniem. Nigdy go nie zjadam, ale nie chcę robić jej przykrości.


~*~


*** Oczami Summer ***

- Zdejmij mi tą opaskę Harry.. - marudziłam zła. Nie lubię jak zakrywa mi oczy. Dopiero co wyszliśmy od lekarza, a on już ma jakieś niespodzianki. Pocałował mój policzek.
- Jeszcze chwilkę wytrzymaj kochanie. - miałam dobry humor, bo wyniki są o wiele lepsze. Jestem grzeczna, nie piję, nie palę i nie mam powodów do nerwów. Miałam motywację. Harry'ego i dzieci. Musiałam się starać. Marudziłam jeszcze przez chwilę, żeby zdjął mi opaskę, ale nie ustąpił.
 - Jesteśmy na miejscu - oznajmił. Jakiś taki...szczęśliwy jakby w totka wygrał. Chociaż i tak nam to nie potrzebne. Czułam jak bierze mnie na ręce, ale nadal nie odsłonił moich oczu.  Dobra. Coś wymyślił. I na pewno mnie zaskoczy. Zawsze to robi.
- Wiem jak bardzo kochasz niespodzianki - wyczułam sarkazm w jego tonie - dlatego nic Ci nie powiedziałem. - wydawało mi się, że słyszę śmiech mojego syna.  Po chwili byłam pewna, że jest obok. Darcy również. Stanęłam na czymś drewnianym. Mąż zdjął z moich oczu opaskę. Stałam w kompletnie nowym miejscu, ale ogromne zdjęcie mojej rodziny na wprost mnie pomogło stwierdzić, że jestem w nowym domu.
- To nasz dom - objął mnie ramieniem, oznajmując to z dumą. Alex przytulił się do mnie, gdy oglądałam wszystko wokół siebie. Było cudownie. Wszystko pięknie zaprojektowane. Ale brakowało mojej ręki. Spojrzałam na Darcey. Była niezadowolona.
- Co się stało księżniczko ? - kucnęłam przed nią.
- Nasz domek podobał mi się bardziej.
- To też jest nasz domek. Tatuś bardzo się dla nas postarał.. jeżeli chodzi o to, to tatuś będzie mieszkał z nami. - wzięłam ją za rączki. 
Patrzyła na mnie. Jak Harry, gdy jest zły - Lubiłam swój pokój. Nie chcę tu - zabrała rączki i pobiegła gdzieś. Spojrzałam na męża szukając wsparcia. Było mi smutno. Podszedł do mnie syn i się przytulił.
- A ja chcę tu mieszkać bo jesteś szczęśliwa. - powiedział.
- Pójdę z nią porozmawiać - Harry westchnął i zostawił naszą dwójkę samą. Darcy jest na mnie okropnie źle nastawiona. Nie wiem dlaczego. Nic złego jej nie zrobiłam. Jestem jej matką, a nie koleżanką. Nie może się obrażać, bo tak. Ma w swoim charakterze dużo cech Harry'ego. Najbardziej widoczne jest to, że tak samo jak on nienawidzi kiedy nie jest po jej myśli.  Czyli jest uparta. Wręcz bardzo. Usiedliśmy z Alexem na białej skórzanej kanapie.
- Mam dużo zabawek, mamo - powiedział.
- A ja mam dużo miłości do Ciebie. Bo bardzo Cię kocham.
- Ja ciebie też, mamo. - Ucałowałam jego czoło i czekałam na męża. Bardzo dobrze czuje się w tym domu. To nie jest pusta willa, tylko ciepły, rodzinny, duży dom.
- Tato chodź! - Przyszedł z Darcey na rekach. Nadal była zła. Jego mina mówiła sama za siebie. Zaraz uduszę to dziecko.
- Darcy jesteś głupia. Zawsze musisz marudzić. - powiedział mój syn.
- A ty się podlizujesz.
- I dlatego mnie kochają, a Ciebie nie. - Spojrzała na niego z taką nienawiścią, a potem nie zaczęła płakać. Zaczęła krzyczeć tak głośno jakby ją zarzynali.
- DOŚĆ ! - warknął Harry. - Jedno i drugie do swoich pokoi. Natychmiast. Alex poszedł posłusznie. Córka zła i cały czas krzycząc. Nie odezwała się do nas przez...tydzień. To psuło atmosferę w domu i mój humor. W końcu coś ode mnie potrzebowała. Czaiła się przez cały dzień. Odezwać się, czy nie? Bała się.
- Co jest Darcy ? - spytałam w końcu.
- Napiszesz mi wierszyk dla taty?
- A dlaczego ? Ty dla mnie nie jesteś miła.
- Bo wolicie Alexa.
- Kto Ci naopowiadał takich rzeczy ? Kochamy Was tak samo mocno.
- Nie prawda.
- A skąd wiesz Darcy ? Czego Ci brakuje z naszej strony ? - zobaczyłam mojego męża stojącego za jej plecami.
- Wolicie Alexa. Tata mnie nie lubi. - uparta była. Pokręciłam głową i usiadłam przy stole na wprost niej - A myślisz, że tacie byłoby miło jakby to usłyszał ? - Harry kucnął łącząc dłonie. 
- Darcy z całym szacunkiem, ale z Alexa nie zrobię księżniczki.
- Tatuś... - szepnęła i rzuciła się mu na szyję. Dosłownie. Objął ją i podniósł. Przytuliła się do niego.
Bez słowa wróciłam do robienia obiadu. Trochę się zdenerwowałam. Ze mną nie mogła porozmawiać normalnie. Byłam obca czy jak? Oparłam się o blat głęboko oddychając. Uspokój się Summer.
- Widzisz, mama się źle czuje - Harry posadził ją na krześle i podszedł do mnie. Objął mnie w talii i przytulił do swojego torsu. Oparłam głowę o jego ramię i zamknęłam oczy
- Uspokój się - prosił.
- Już jest lepiej. - zapewniłam go myśląc o czymś przyjemnym
- Obiad ci się pali - powiedział mi do ucha. Szybko się od niego odsunęłam i jeszcze udało się to uratować.
- Jemy? - spytała.
- Zawołaj swojego brata i siadajcie do stołu. - Spojrzała na mnie. Już chciała powiedzieć nie, ale Harry ruszył w jej stronę.
- Idę tatuś. - powiedziała i wręcz uciekła.
- No co za grzeczne dziecko. - Zaśmiałam się cicho podchodząc do niego. Szybko złączyłam nasze usta. Harry oddał pocałunek i pomógł mi nakryć do stołu. Dzieci zeszły na dół. Mój syn wyciągnął rączki do swojego ojca. Od razu został porwany w ramiona. Mężczyzna podrzucił go kilkakrotnie.
A Darcy o dziwo Przytuliła się do mnie. 
Pogłaskałam ją po włosach. Usiedliśmy do stołu. 
- Zamierzam kupić nowy samochód. - powiedział mój mąż.
- Po co ci samolot?
- Ten co mam jest stary, a wiesz, że nienawidzę latać publicznymi.
- Rozumiem.
- I zamierzam zabrać Cię na wakacje, a musisz być najbezpieczniejsza na świecie. I zmień minę.
- We czwórkę, prawda?
- Nie. We dwoje.
- Harry.
- Słucham ? - spojrzał na mnie dobrze znanym mi wzrokiem. On już zdecydował.
- Jeśli rozmawiamy o tym, to może nie teraz? Sprawiasz im przykrość.
- Nie sądzę. Jadą z wujkiem Niallem do Disneylandu. 
- Czy ja kiedyś mogę o czymś wiedzieć? - Miałam coś dodać, ale uciszył mnie spojrzeniem. Powoli zajęłam się jedzeniem. Dzieci czekały już aż my skończymy. Tak ich wychowaliśmy. Jemy wszyscy razem i nikt nie odchodzi od stołu. Kiedy skończyłam, posprzątałam po nas. Poszliśmy do ogrodu. Harry grał z nimi w piłkę a ja szukałam w internecie odpowiednich dekoracji do domu.
- Hej piękna. - usłyszałam tuż za moim uchem. To nie był mój mąż. 


Więc właściwie to nie wiem co mam Wam powiedzieć, bo sądzę, że każdy domyśla się dlaczego nie było rozdziału. Elounor, Zayn.. brak chęci i weny. Kolejny raz przepraszam. 

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 16

*** Oczami Summer ***

Wstałam rano przed wszystkimi domownikami. Zjadłam jedną kanapkę, wzięłam leki i ze szklanką soku usiadłam na tarasie. Dlaczego wszystko musi się komplikować ? Teraz kiedy mogliśmy być tacy szczęśliwi, jak nigdy wcześniej, musiała nadejść choroba ? Przecież ja nie mogę umrzeć. Nie mogę zostawić Alexa i Darcy. Harry też sobie nie poradzi. Spojrzałam na telefon i kończąc sok postanowiłam iść się ubrać. Zaraz musimy jechać do lekarza. Wzięłam szybki prysznic i wciągnęłam na siebie pierwsze lepsze ubrania. Potem wzięłam się za przygotowywanie śniadania dla mojej rodziny.
- Summer dziecko kochane, miałaś się oszczędzać. Daj ja to zrobię. - usłyszałam mamę Harry'ego. Uśmiechnęłam się do niej. Jest dla mnie taka dobra. Zawsze była, chociaż Harry zasługuje na kogoś lepszego. Wykształconą, piękną, inteligentną kobietę z dobrego domu. Całkowite przeciwieństwo mnie.
- Dziękuję mamo. Daje sobie radę. - spojrzała na mnie z troską w oczach i tą miłością. Miłością
matki do dziecka jakiej nigdy nie dostałam od moich rodziców. Pogłaskała mnie po policzku i kazała usiąść.
- Wiem, że dajesz sobie radę. Zresztą jak zwykle. Po prostu musisz się oszczędzać. Z sercem nie ma żartów. - pokiwałam głową i obrałam sobie mandarynkę. Nie lubię jak wszyscy prawią mi takie morały. Jestem dorosła i wiem co jest dla mnie dobre. Przecież nie biorę udziału w maratonie. Po prostu chcę przygotować posiłek dla mojej rodziny jak to mam w zwyczaju. Harry już ubrany zszedł na dół z Darcey na rękach. Mała księżniczka była jeszcze bardzo zaspana. Wisiała na jego szyi rozglądając się po pomieszczeniu. Zawsze tak śmiesznie się budzi. Zresztą i ona i Alex. Mężczyzna pocałował moje czoło i posadził dziewczynkę na moich kolanach. Od razu ją przytuliłam.
- Jadłaś ? - zapytał mój mąż siadając do stołu. Jak zawsze podwinął rękawy do koszuli, założył zegarek po czym napił się łyka kawy. Teraz trochę dosłodził. Idealnie.
- Jeszcze nie. Czekałam na Was. - wziął bułkę i przekroił na pół. Położył ją na talerzu Darcy, kolejną na Alexa, a następną na moim. Kolejny schemat.
- Czemu tak mi się dzisiaj przyglądasz kochanie ? - spytał wstając z krzesła. Uśmiechnął się do naszej córki i posadził na jej miejscu.
- Sprawdzam jak dobrze Cię znam. - przygotowałam dzieciom kanapki. Alex sam zszedł na dół i wdrapał się na moje kolana. Przytuliłam go i dałam jedzenie. Później zrobiłam również posiłek dla siebie. Harry rozmawiał ze swoją mamą o firmie, a ja skupiona byłam na moich dzieciach. Zawsze będą dla mnie najważniejsi na świecie.
- Kochanie ? - mąż kucnął obok mnie - Jesteś już gotowa ? - pocałował moją dłoń, a ja pokiwałam głową. Pomogłam Alexowi zejść z moich kolan i poszłam na górę po torebkę. Na łóżku moim i Harry'ego leżał rysunek. Usiadłam na chwilę i go obejrzałam. To chyba ja i Harry. Malowane przez Darcy. Od razu to poznaję. " Mamusia i tatuś ". Dobrze, że dała wskazówkę. Uśmiechnęłam się i wstałam z rysunkiem w ręce.
- Co tam masz kochanie ? - spytał mój mąż biorąc marynarkę. Przytuliłam się do niego i dałam rysunek. Czułam jak się uśmiechnął. Pocałowałam go krótko i wyszliśmy z domu. Oczywiście otworzył mi drzwi do samochodu i pomógł wsiąść niby przypadkiem dotykając moich pośladków.


*** Oczami Harry'ego ***

- Panie Styles proszę zabrać żonę. - usłyszałem siedząc w poczekalni. Wszedłem do gabinetu i zamierzałem pomóc jej wstać. Zmieniłem zdanie. Wziąłem ją na ręce z trudem opanowując jej bezwładne kończyny.
- Czy jest jakaś poprawa ? - spytałem lekarza.
- Leki immunosupresyjne pomagają. Jestem dobrej myśli Panie Styles. Proszę jej pilnować, żeby odpoczywała i absolutnie jej nie denerwować. - podziękowałem mu i zabrałem żonę do samochodu. Z trudem usadziłem ją na siedzeniu. i delikatnie zamknąłem drzwi. Wsiadłem na swoje siedzenie i przetarłem twarz dłońmi. Czułem się okropnie. Żona wręcz leci przez ręce. Słaba, bezwładna. To wykańcza mnie psychicznie. Odgarnąłem jej włosy z czoła i je ucałowałem.
- Wszystko będzie dobrze moja maleńka. Zaopiekuje się Tobą wiesz ? - znów ją pocałowałem - Już zawsze będziesz ze mną szczęśliwa i będziesz się uśmiechać wiesz ? Tak najpiękniej jak tylko ty potrafisz. Nawet sprzedam dla Ciebie firmę, żeby się Tobą opiekować. Będę Cię zabierał na kolację, będziemy chodzić z dziećmi do kina. Jak prawdziwa rodzina. - nie wiem czy straciła równowagę czy zrobiła to celowo, ale wpadła w moje ramiona. Siedzieliśmy tak w samochodzie prawie godzinę. Potem jednak postanowiłem zabrać ją do domu i położyć do łóżka. Nie chciałem, żeby bolały ją plecy. Zaniosłem ją do sypialni i przebrałem. Mama znów zabrała gdzieś dzieci więc po prostu położyłem się z żoną. Przytulałem ją, całowałem. Co chwilę szeptałem jej wiele wyznań. Po kilku godzinach zaczęła odzyskiwać władzę w mięśniach. W każdym razie mogła już sama siedzieć. Zaniosłem ją do kuchni i wziąłem się za przygotowywanie obiadu. Rozmawialiśmy tak jak na początku naszego wspólnego życia. Droczyła się ze mną, skradałem całusy. Oboje na chwilę zapomnieliśmy o chorobie. Pomogłem jej zjeść jej porcję obiadu.
- Lekarz mówił, że jest lepiej. - powiedziała cicho. Delikatnie pocałowałem jej dłoń i pokiwałem głową. Jest lepiej, a za niedługo będzie kompletnie zdrowa. - Słyszałam wszystko co do mnie
mówiłeś. Nie sądziłam, że będziesz w stanie sprzedać firmę, dla nas. - popatrzyłem jej głęboko w oczy.
- Sunny, bo ja nie doceniałem wartości rodziny. Wiedziałem to, że jesteście dla mnie ważni i, że was kocham, ale dopiero teraz, kiedy mogłem cię stracić zrozumiałem, że pieniądze szczęścia nie dają. Ty dajesz mi szczęście i uśmiech. Bez Ciebie nigdy sobie nie poradzę. Poza tym... nie mówiłem Ci o tym, ale rozmawiałem z Louisem. Ma dość pracy w policji i chce ode mnie odkupić połowę udziałów w firmie. Sądzę, że to będzie dobre i dla nas i dla niego. Mam takie dochody, że nasz standard życia nie spadnie, a będę miał dla Was całe popołudnia i weekendy. Co o tym myślisz ? - wzięła mnie za rękę i szeroko się uśmiechnęła. Taka moja najpiękniejsza Sunny.
- Myślę, że to świetny pomysł. Będzie nam super i im też. - pocałowałem ją bardzo długo. Nigdy nie myśli tylko o sobie. Zawsze liczy się ktoś jeszcze. Zaniosłem ją do salonu i włączyłem telewizor. Nasze relacje są teraz bardzo dobre. Cisze przerwał mój telefon. Kierownik budowy. Kurwa kompletnie o tym zapomniałem. Pocałowałem żonę i wyszedłem na taras.
- Słucham ? - potarłem ręką czoło.
- Witam, Panie Styles. Mógłby Pan wpaść na budowę ? Najlepiej z żoną ? Mamy spory problem.
- Jaki problem ? - zdenerwowałem się trochę. Dom musi być idealny.
- Trochę nas poniosło. Proszę przyjechać. Tego nie da się wytłumaczyć przez telefon.
- Zaraz się pojawimy. - rozłączyłem się i poszedłem do mojej żonki. Wyjaśniłem jej, że musimy jechać. Wstała i z moją małą pomocą sama dotarła do samochodu. Cieszyła się, że zobaczy dom w trakcie remontu i nie przejmowała się tym, że coś się skomplikowało. Przez całą drogę rozmawialiśmy o kolorach ścian w domu. Wysiadłem i pomogłem żonie. Od razu wyszedł do nas kierownik budowy. Zaczął mnie przepraszać zamiast dzień dobry.
- Dowiemy się w końcu co się stało ? - objąłem żonę kiedy weszliśmy do środka. W salonie było jakoś dużo miejsca.
- No więc.. pomyliłem plany i  - zaciął się na chwilę zdekoncentrowany przez Summer, która odeszła w stronę przyszłej kuchni - i wyburzyliśmy ścianę od jadalni. Została tylko ściana z łukiem oddzielająca kuchnię od reszty. - patrzył na mnie prawie przerażony. Nie powiedziałem nic obserwując moją żonkę.
- Harry ? - zawołała mnie - Tak jest nawet lepiej. Zobacz. Na tej ścianie - wskazała palcem - powiesimy takie duże zdjęcie naszej rodziny, a to idealnie dopełni wystrój salonu. - podszedłem do niej i przytuliłem od tyłu.
- Ma pan dzisiaj szczęście. - mruknąłem do tego faceta. Summer wybrała jeszcze kolory ścian i dokładnie wytłumaczyła gdzie ma być kominek i jak ma wyglądać. Była bardzo cierpliwa i spokojna. Do domu wróciliśmy dopiero po zmroku. Od razu przybiegły do nas dzieciaki. Wziąłem oboje na ręce i wycałowałem.
- Jutro po pracy zabiorę Was i mamusię na lody. Dobra ? - uśmiechnąłem się w odpowiedzi na ich radosne okrzyki. Teraz to ja dostałem buziaki. Zaniosłem ich do salonu i posadziłem na dywanie. Włączyłem im bajki.
- Harry ! - usłyszałem moją mamę. Poszedłem do kuchni. Moja rodzicielka z trudem podtrzymywała Summer. Złapałem ukochaną i posadziłem na krześle.
- Mamo dzwoń po karetkę. - lody chyba będzie trzeba przełożyć.



Przepraszam za opóźnienie, miałam wiele problemów.  / M.H

niedziela, 22 lutego 2015

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 15

- Gówno prawda.
- Wiesz, że bardzo Cię kocham i nigdy nie przestanę. Nawet jeżeli nie będzie nie tutaj, obok zawsze będę się Wami opiekowała.
- Gówno prawda - powtórzyłem i wstałem. Wyszedłem na balkon.
- Hej.. Nie mówię, że tak będzie. Chcę tylko, żebyś wiedział, że jestem obok. - położyła dłonie na moich ramionach.
- Nie będę tego czuł, więc takie gadanie nie ma sensu. Masz być tu. Przy nas. A nie kurwa w niebie.
- Jestem. Wyjdę z tego. Dzięki Tobie.
- Nie dam rady bez ciebie. - wybuchnąłem. Nie wytrzymałem.
- Kochanie... Błagam nie.. Bądźmy silni. Oboje.
- Summer - objąłem ją mocno.
- Harry. - wtuliła się w moje ramiona. - Mój ukochany Harry.
- Nie możesz mnie zostawić - szlochałem jak dziecko.
- Nie zostawię. Nigdy.
- Obiecaj..
- Obiecuję. - pocałowała moją dłoń kilka razy.  Nie mogła..przecież ja się zabije.
- A jak to wszystko będzie już za nami, to pojedziemy gdzieś tylko we dwoje i przez tydzień nie wyjdziemy z łóżka. - całowała moją brodę, bo wyżej nie dostała.
- Tak - szepnąłem. Nie mogła..Zaniosłem ją do domu. Było zimno. Położyliśmy się do łóżka. Nie chciałem jej wypuścić z ramion nawet na sekundę. Tak zasnęliśmy. Ja wtulony w nią, ona we mnie.
Tak też się obudziłem. Z aniołem. Jeszcze spała. Pocałowałem ją. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie.
- Musisz wziąć leki.
- Wiem.. Dzień dobry.. - usiadła i przetarła oczy.
- Dobry - pocałowałem jej ramię.
- Mój piękny. - pocałowała mój policzek.
- Moja piękna.
- Witajcie piękni. - spojrzałem na mamę stojącą w drzwiach. Podała nam tacę ze śniadaniem.
- Dzięki - powiedziałem. Przecież mnie wyręczyła.
- Jadę z dziećmi do centrum a potem do zoo.
- W porządku.
- Tylko grzecznie mi tu. - Uśmiechnęła się do nas i poszła. Opadłem na poduszki. Patrzyłem jak dziewczyna je.
- Jedz mężu.
- Nie jestem głodny. Ty jedz.
- Za Sunny ? - podała mi zapiekankę.
- No dobra - zacząłem jeść. Grzecznie wzięła leki i poszliśmy się razem wykąpać. Umyłem jej drobne ciało. Odwdzięczyła mi się tym samym.  Potem pomogłem jej się ubrać i wysuszyć włosy.
Muszę dzisiaj jechać do pracy. Trochę ogarnąć w firmie. Żona zrobiła dla mnie kawę i zapakowała mi trochę szarlotki.
- Nie ma dzieci, więc masz leżeć - powiedziałem. Dobrze, że sprzątaczka była, to w razie czego zadzwoni.
- Spokojnie.
- Pewnie - mruknąłem. Pocałowałem ją i wyszedłem. Wypuściłem głośno powietrze i wsiadłem do samochodu. Dlaczego wszystko musi być takie trudne ? Nie ma jakiejś instrukcji do tej gry, nazywanej życiem? Pojechałem do firmy. Od razu zasypali mnie masą papierów.  Naprawdę? Z kim ja pracuję. tu nikt sobie nie radzi. Może wrobię Louis'a na to miejsce. Dam mu zgodę na podpisywanie. Ta, bo on się nadaje. Jak najszybciej zrobiłem co do mnie należy. Poukładałem to wszystko. Sekretarka jest od segregatorów. Ja nie zmieniałem profesji. Pojechałem do sklepu zrobić zakupy. Kupiłem dla żony świeże owoce i warzywa. Najlepsze wędliny, naturalne soki. Nigdy nie byłem skąpy, nie mam powodu. Stać mnie.  Skoro mam pieniądze, to z nich korzystam. w końcu nie ukra...Dobra zmieńmy temat. Zapakowałem to wszystko do auta.
- Siema. - usłyszałem Louisa.
- Cześć - zamknąłem bagażnik.
- Co słychać? - zapytał. Uśmiechnąłem się widząc, że trzyma gerbery i pieluchy. Typowy tatuś.
- W porządku. Radzisz sobie?
- Jakoś dajemy radę. Wpadniemy dzisiaj na urodziny Alexa.
- Własnie miałem cię zaprosić - uśmiechnąłem się. Cholera.
- Zapomniałeś. - kto jak kto, ale on za dobrze mnie zna.
- Mam inne problemy na głowie.
- Nie przejmuj się niczym, wujek Louis i wujek Niall, który jeszcze o tym nie wie, wszystkim się zajmą. Zrobimy mu przyjęcie w waszym ogrodzie dobra ?
- Dzięki - odetchnąłem z ulgą. Przynajmniej tyle.
- Polecam się. To ja jeszcze wrócę do tego sklepu. - uśmiechnął się i zostawił zakupy w swoim aucie. Zniknął w budynku.  Tort. Zabawki. Chociaż to muszę ogarnąć. Najpierw zawiozę to co mam. Od wejścia coś niesamowicie pachniało.
- Summer, nie ma cię w kuchni prawda? 
- Nie.. - usłyszałem niewinne.
- Prosiłem - westchnąłem.
- Chodź zobacz.. - wzięła mnie za rękę  Podszedłem i zobaczyłem co dobrego przygotowała.
Otworzyła lodówkę  i pokazała mi tort jaki zrobiła dla naszego syna
- Cudowny. Musiałaś nieźle się napracować.
- Trochę. Na obiad zrobiłam Twojego ulubionego kurczaka. Kochanie,a kupiłeś mu coś ?
Tort Alexa <3

- Nie, jadę odebrać. Tylko przywiozłem zakupy. Możesz już się położyć?
- Nie jestem zmęczona.
- Summer.
- Harry.
- O czym wczoraj rozmawialiśmy? A właśnie. Więc idziesz do łóżka i nie wychodzisz póki nie wrócę. Zamknę cię w pokoju jeśli to ma pomóc.
- Jeju, ale ty dramatyzujesz. To dzień mojego synka. Nie będę robiła z siebie ofiary. Wzięłam leki, czuje się dobrze.
- Tak dramatyzuje. Już mi nosem leki wychodzą - wziąłem znów kluczyki i pojechałem po prezent. Denerwuje mnie to. Dlaczego ona nie umie słuchać ?  Martwię się o nią. Cały czas.
Nie miałem pojęcia co kupić synowi.  Puzzle? Samochody? Klocki? Kupiłem wszystko. Wróciłem do żony. W domu było dziwnie cicho.
- Summer?
- Co ? - usłyszałem z salonu.
- Jestem.
- Fantastycznie. - słyszałem, że pociąga nosem. Płacze. Poszedłem do niej.
- Co się stało?
- Krzyczysz na mnie, jesteś niemiły..
- Nie krzyczałem na ciebie. - usiadłem obok. - Jestem zdenerwowany, a nie niemiły. Mogłabyś słuchać, bo wychodzę z siebie. Nie rozumiesz, że się martwię?
- A ty rozumiesz, że ja nie mogę cały czas leżeć? Wszystko robiłam na siedząco. Zapytaj się sprzątaczki jak mi nie wierzysz.
- Nie będę się nikogo pytał. Najchętniej to bym cię zamknął w szklanej kuli - zaśmiałem się sucho. - Niestety takowej nie posiadam.
- A ja chcę żyć normalnie. Dzisiaj chcę się cieszyć z czwartych urodzin mojego dziecka.
- Dobrze. - Wytarłem jej policzki i położyłem głowę na jej kolanach.
- Już nie płacz - uśmiechnąłem się.
- To na mnie nie krzycz.
- Nie krzyczałem.
- Ale byłeś taki, jak ja nie lubię jak jesteś.
- Bo naprawdę mam dość leków.
- Ja również.
- No widzisz. - westchnąłem.
- Kiedy będą dzieci ?
- Za dwie godziny. - Pokazałem jej prezenty dla Alexa, a potem razem je zapakowaliśmy.
Będzie zadowolony. Spodoba mu się. Mój mały.
- Tatusiuu. - jakiś czas później usłyszałem Darcey.
- Cześć - poszedłem do dzieci. Jedno i drugie rozebrałem. Darcy pokazała mi małą rankę na paluszku.
- Daj tatuś pocałuje - cmoknąłem jej ranę
- A mama ? 
- Tu masz mamę - posadziłem ją na kolanach Summer. Żona również ucałowała jej paluszek. Alex już chodził smutny.
- Co taka mina solenizant? Więcej uśmiechu.
- Pamiętasz tata ? - no i jest uśmiech.
- Oczywiście, że tak - zacząłem go łaskotać. Śmiał się i machał rękami.  Pocałowałem go w nos i pogłaskałem po włosach.
- A będę miał tort ?
- Taki ogromny.
- To super. - pobiegł do matki. Poszedłem do ogrodu przygotować stół. Tam zastałem przyjaciół. Pomogłem im. Będzie świetnie. Potem zabrałem tam rodzinę. 
- I jak ci się podoba, Alex?
- Jest super.
- Cieszę się. - Dobrze się bawiliśmy. Nawet Sunny. Nikt nie mówił o chorobie i na chwilę o tym zapomniałem. Było tak rodzinnie. Alex był szczęśliwy. 
Summer tez. Dawno nie spędziłem tyle czasu z najbliższymi. Nawet Gemma pamiętała. Ten dzień mógł się nie kończyć. Wręcz idealny. Pożegnaliśmy gości. Odniosłem dzieci do łóżek a potem wziąłem na ręce żonę.
- Zmęczona? - spytałem.
- Nie bardzo. Jutro zastrzyk. - położyła mnie na łóżku i usiadła na moim torsie
- Jasne, pamiętam. Pocałowała mnie, zmysłowo poruszając biodrami.
- Summer - ostrzegłem.
- Mój twardziel.. - zamruczała mi wprost do ucha.  Obróciłem nas i położyłem ją. Właśnie. Trzeba być twardym. Zdjąłem z niej bluzkę, a potem spodnie. Wziąłem koszulkę nocną. Założyłem dziewczynie. Rękoma rozpiąłem stanik. Wziąłem ubrania i odłożyłem je na krzesło. Kiedy odwróciłem się przodem do mojej żony koszulka właśnie lądowała w rogu pokoju.
- Nie ma mowy. Albo pójdę spać na kanapie Summer. Kładziesz się spać - wziąłem swój t-shirt i jej naciągnąłem.
- Dlaczego nie ?
- Bo jesteś słaba, a ja nie mam zamiaru korzystać z tego, że nagle czujesz się lepiej. Śpij.
- Jasne. Rób ze mnie kalekę. - wtuliła się w poduszkę.
- Nie gniewaj się. Po prostu zrozum - pogłaskałem ją po włosach.
- Nie rozumiem.
- No to ja ci jaśniej nie wytłumaczę - rozebrałem się i ubrałem dresy.
- Chcę tylko się kochać z własnym mężem. To tak wiele ?
- Chcieć, a móc to różnica.
- Mogę. Tylko tobie się widocznie już nie podobam
- Podobasz. Nie gadaj głupot. Wiesz czemu ci odmawiam, więc nie wymyślaj bezsensownych argumentów.
- Chcę od Ciebie tylko trochę czułości.
- Ciągle ją dostajesz. Przytulam całuje, dbam.
- Chce się z Tobą kochać.
- Summer nie! - podniosłem głos już zdenerwowany. - Póki z tego nie wyjdziesz, nie możesz nawet chociaż trochę myśleć o tym.
- Świetnie. Więc poradzę sobie sama. - wstała i poszła do łazienki.
- Świetnie - wyszedłem z sypialni. Poszedłem na dół i napiłem się wody. Muszę się trochę uspokoić.  Nie chcę jej denerwować. Po prostu niech zrozumie. Poszedłem do sypialni i czekałem aż przyjdzie.  Przyjemność wcale nie jest teraz ważna. Nie było jej 30 minut. Potem przyszła trąc jeszcze czerwone od płaczu oczy.  Przykryłem ją, nie mając siły dyskutować na ten sam temat. W kółko i w kółko. Przytuliłem jej plecy do swojego torsu.
- Kocham cię Summer, zawsze będę. - Pokiwała tylko głową.

niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 14 - You're so wonderful

Muzyka do rozdziału


Posadziłem ją w samochodzie i jakoś udało mi się opanować jej bezwładne kończyny. Wziąłem głęboki oddech. Ja tu miałem być silny. Ona nie może, więc ja muszę. Zamknąłem za nią drzwi i zająłem swoje miejsce. Pocałowałem jej policzek. Musiałem. Będzie dobrze. Będzie dobrze. Będzie do cholery dobrze. Ruszyłem, powtarzając to jak mantrę. Co ja powiem dzieciom ? Mamusia usnęła i dlatego w jej ciele praktycznie nie ma życia ? To nie ma jebanego sensu. Dlaczego mnie to spotyka? Wiem, że wyrządziłem jej krzywdę. To była kara, tak? Ja chyba pójdę dzisiaj do kościoła. Tonący brzytwy się chwyta. Na szczęście moja mama gdzieś ich zabrała. Położyłem ukochaną żonę na kanapie przed kominkiem. Okryłem jej ciało kocem i czuwałem całując jej dłonie. Mój anioł. Bóg nie powinien mścić się na niej. Odbiera matkę dzieciom. Dlaczego nie zabierze mnie ? Ona by sobie beze mnie poradziła. Znalazłaby dobrego męża. Miałaby wszystko. Dzieci bardziej są przywiązane do niej. 
- Harry?- usłyszałem jej słaby głos.
- Tak kochanie?
- Musze zrobić dzieciom i Tobie obiad.
- Gdzie? Nie żartuj sobie ze mnie Summer.
- Na pewno jesteś już głodny.
- Mam ręce kochanie. - Odgarnęła mi loki z czoła i lekko się uśmiechnęła.
- Oddam ci to serce. Ty będziesz żyć - powiedziałem zdesperowany.
- Przestań... mam swoje.
- I ono ma bić.
- Bije dla Ciebie i naszych cudownych dzieci... to wszystko to kara za to, że byłam złą żoną.
- Summer do cholery - warknąłem. - Nie pieprz. Nigdy nie byłaś złą żoną. Nie użalaj mi się tutaj. Dobra? Ja zawaliłem na całej linii.
- Oboje zawaliliśmy.
- Nie. Ty nie.
- Skradnij całusa od Baby. - uśmiechnęła się delikatnie. Jest niemożliwa. Oddałem uśmiech i ją pocałowałem. Powoli usiadła. Chyba odzyskuje czucie w mięśniach.
- Leż mała.
- Nie chcę.
- Ale ja chcę.
- Chcę pić. - przyniosłem jej wody w szklance. Pomogłem jej wypić i wyprosiłem żeby nie wstawała. Włączyłem telewizor i poszedłem zrobić obiad. Przygotowałem coś co lubią wszyscy z nas. Nie gotuję tak źle. W sumie to również dzięki żonie. Dawniej często razem gotowaliśmy. Zaniosłem ukochanej spaghetti i pilnowałem czy wszystko zjadła.
- Coś jeszcze byś chciała? - spytałem.
- Żebyś zjadł i się ze mną położył.
- Położę, ale muszę posprzątać.
- Najpierw zjedz.
- Za chwilkę.
- Harry bo mnie zdenerwujesz. - Pocałowałem ją w czoło i wziąłem talerz. Zjadłem swoją porcję i poszedłem do żony. Położyłem się z nią. Cały świat w ramionach. Chciałem ją schować i przed wszystkim obronić. Ale nie umiałem. To było niewykonalne. Zamknąłem oczy chowając się w jej włosach. Głaskałem jej brzuch. Powoli odpłynęła. Wsłuchany w jej spokojny oddech płakałem jak dziecko błagając Boga, żeby jej pomógł. Ona musiała dać radę. Mogę być chory. Mogę umrzeć w najgorszych bólach. Poczułem małą rączkę na mojej, leżącej na brzuchu żony. Otworzyłem oczy i spojrzałem na Alexa. 
- Cześć synku. Mama śpi - wyjaśniłem mu.
- Dlaczego mamusia jest chora ? - zapytał cicho siadając na dywanie. 
- Mamusia nie jest chora. Ona po prostu jest osłabiona skarbie.
- Mamusia nie może mnie zostawić.. - zaczęła mu drżeć broda. Alex rzadko kiedy płacze. Jak już płacze słyszy go pół dzielnicy. 

- Skarbie spójrz na mnie. Mamusia cię nie zostawi  kochasz ją przecież. - Wyciągnął do mnie rączki i się rozpłakał. O Boże. Wstałem i wziąłem go na ręce. Wyszliśmy z salonu.
- Chcę do mamusi ! - krzyczał w moją koszulę.
- Cicho - powiedziałem. - Alex nie możesz płakać, bo mama poczuje się gorzej.
- Kto mnie będzie kochał jak mamusia mnie zostawi ? - pociągał noskiem. Obraz nędzy i rozpaczy.
- Kochanie ja cię kocham. Wszystkich was kocham. Jesteście moim światem, ale mama nas nie zostawi.
- Ty mnie nie kochasz tak jak mama.. Mama się o mnie troszczy i mnie często przytula, a ty nie.
- Kocham cię tak. Po prostu nie miałem czasu. Przepraszam. - Przytulił się i dopiero po jakimś czasie uspokoił. Kołysałem go i całowałem po włosach.
- Pójdziemy do mamusi ? - spytał już spokojny. 

- Tak - kiwnąłem głową i weszliśmy do salonu. - Moja żona siedziała na kanapie z moją mamą, a Darcey bawiła się na dywanie. Postawiłem chłopca na ziemi i patrzyłem jak biegnie do matki. Od razu posadziła go na kolanach. Przytulił się mocno. Córka wzięła mnie za rękę. Moja perełka. Pocałowałem ją w czoło. Jak ja mam sobie poradzić? Zaprowadziła mnie do zabawek. Jasne. Dawno Kenem nie byłem. Usiadłem z nią i zaczęliśmy się bawić. Alex do nas dołączył, czego nigdy nie robi. Zrozumiałem, że on tak jakby właśnie daje mi drugą szansę. Musiałem się postarać. Nie chciałem jej zmarnować. Bawiłem się z dwójką równocześnie. Sunny obserwowała nas delikatnie się uśmiechając. Nigdy się tak nie bałem jak teraz o nią. W każdej chwili mogło się coś stać. Mogła zasłabnąć, albo..Zamknąłem oczy i wypuściłem powietrze z płuc. Nie. Takiej opcji nie ma. Nie będę o tym myślał. To jedynie mnie dobijało. Denerwowało.
- A kto da mamie buziaka ? - powiedziała moja ukochana. Wszyscy troje rzuciliśmy się w jej stronę. 
 Ucałowałem jej usta, Alex policzek, a Darcey drugi. Potem ich wszystkich przytuliłem. Dzieciaki zgłodniały więc poszedłem zagrzać im obiad. Nakarmiłem dwójkę. Mama oczywiście nie wyjechała. Musiała mi pomóc. Cieszyłem się, że tutaj jest. Zabrała ich do ogrodu, żeby się jeszcze trochę pobawili, a ja usiadłem z żoną na tarasie. 
- Jak się czujesz? - złapałem jej dłoń.
- Jest okej. - zapewniła mnie. Pokiwałem jedynie głową. Miałem ochotę dobrze się upić i zapomnieć o problemach. Ale nie mogę. Muszę tu być przy mojej żonie. Do domu ktoś wszedł. Wstałem i poszedłem sprawdzić, ale zostałem przybity do ściany.
- Umrze, a cię zajebię gnoju - warknął Zayn. 
- Wypierdalaj stąd zanim Cię zobaczy. Zrozumiałeś kurwa ? Nie twoja sprawa i nic Ci do tego. 
- Moja. Wróciła do ciebie i znów cierpi. czy ty tego nie widzisz? Jesteś jej nieszczęściem. Chodzącym kurwa pechem.
- Dobrze ze przy Tobie taka szczęśliwa była.
- Na pewno nie umierająca.
-  Zamknij się.  Ona nie umiera. - odepchnąłem go czując rosnącą we mnie złość.
- Nie. Zdycha. Jesteś skurwysynem i to ty powinieneś umrzeć.
- Nie umrze. Jasne ? Wypierdalaj stąd śmieciu. 
- Nie przedstawiaj się. - Nie mogłem się powstrzymać i mu zajebałem. Oczywiście zapluł krwią, ale mi oddał rzucając mnie na komodę. Złapałem go za koszulę i wyrzuciłem z domu. - Nie chce Cię tu więcej widzieć.
- Nie jesteś jej wart - syknął.
- Być może jednak nadal jest moją żoną, a Ciebie ma gdzieś.
- Zniszczyłeś ją - dodał i odszedł. - Sprzątnąłem krew i poszedłem do żony.
- Chyba pójdę do sklepu po jakieś ciasto - powiedziałem.
- Dlaczego kochanie  ? Zostań ze mną. Twoja mama obiecała, że zrobi szarlotkę. Co Ci się stało ? - wstała i dotknęła małego rozcięcia na mojej wardze. Machnąłem ręką i pocałowałem ją w czoło. Poszedłem z nią na huśtawkę.
- Ładny dzisiaj dzień prawda ? - oparła głowę o moje ramię. 
- Bardziej zwracam uwagę na ciebie niż na pogodę. - Uśmiechnęła się szeroko. Jej uśmiech sprawił, że byłem szczęśliwy. Przytuliłem ją mocno do siebie. Moja kochana.
- Dobrze się czuję po tym zastrzyku. Mam ochotę na spacer po ogrodzie. 
- Lepiej nie - powstrzymałem ją.
- Tylko kawałeczek. Proszę. 
- Chodź - pomogłem jej. Objąłem ją i trzymałem blisko swojego ciała. Jakby miała się rozpłynąć w moich ramionach. W każdej chwili mogła upaść. Stracić siły. Położyłem ręce na dole jej pleców.
- Mam niedobór pieszczot. - pożaliła się. 
- Niestety teraz tak będzie Summer - powiedziałem stanowczo. - Nawet o tym nie myśl.
- Chciałam tylko całusa. Dużo całusów.. 
- Może dwa - pocałowałem ją. Oddała to z zaangażowaniem. Ale nie zamierzałem się zdradzać. Też miałem granicę. Potem schowała się w mojej szyi i kazała zanieść do dzieci. Tak więc zrobiłem. Matka do dzieci.
- Tatuś popatrz. - usłyszałem mojego synka. Przez chwilę nie wiedziałem dlaczego wskazuje na niego, ale jak zobaczyłem błysk, a potem usłyszałem grzmot wiedziałem wszystko. Szybko zabrałem rodzinę do domu. Zamknąłem drzwi. Wtedy dopiero zaczęło mocno padać. Odwróciłem się do rodziny i zacząłem śmiać. Summer stała trzymając dzieci za ręce i wszyscy patrzyli na mnie dużymi oczami. Wszyscy boją się burzy. 
- No przecież jesteśmy w domu. Nic nam nie grozi. To nasza forteca. - Alex przyniósł puzzle zrobione ze zdjęcia naszej rodziny. Usiadł na dywanie i je rozsypał. Patrzył na nas wyczekująco, aż do niego dołączymy. Usiedliśmy obok niego. Darcy między moimi nogami i układaliśmy. Nawet nie wiem kiedy burza się skończyła. Dobrze się z nimi bawiłem. Mama przyniosła nam jeszcze ciepłą szarlotkę. Nakarmiłem Alexa. Smakowało mu. Darcy też się upominała, a żona to wszystko obserwowała z lekkim uśmiechem. 
- Może już się położysz Sunny?
- Chcę się położyć z Tobą. 
- Dzieci nie śpią.
- - Jesteś pewny ? - spojrzała znacząco na dywan. Jedno i drugie już przysypiało. Wywróciłem oczami i zaniosłem maluchy do łóżek. Kiedy poszedłem do sypialni to już na mnie czekała. 
- Śpią - powiedziałem.
- Przytul mnie kochanie. - Tak właśnie uczyniłem. W ogóle mogę jej nie puszczać.
- Wiesz co mnie cieszy ? - spytała nadal się uśmiechając. 
- Co takiego?
- Mam pewność, że jak mnie zabraknie to dacie sobie beze mnie radę.

niedziela, 18 stycznia 2015

Rozdział 13 - I’m sorry if I say I need ya But I don’t care, I’m not scared of love

Lou ma wystarczająco dużo problemów. Nie potrzebnie narzucam mu swoje. Westchnąłem i wsiadłem do samochodu. Przydałoby się jechać do szpitala, odwiedzić malucha i Eleanor. Po pracy wezmę rodzinę. Tak zrobiłem. Po pracy pojechałem do szpitala. Odnalazłem sale, gdzie leżała Eleanor. Przywitałem się z nią i spojrzałem na brata trzymającego małą dziewczynkę na rękach.
- Jak ma na imię ?
Coffe <3
- Coffy.- na szczęście do Eleanor podobna. Posiedzieliśmy z nimi chwile, ale w obawie o żonę zabrałem rodzinę do domu.  Odpoczęła sobie w łóżku. Z dziećmi ja się bawiłem. Potem ich umyłem i położyłem spać.  Dwa aniołki szybko zasnęły. Wziąłem prysznic i poszedłem do mojej żony. Leżała pod kocem przytulona do mojej poduszki. Patrzyła na ogień tańczący w kominku.  Położyłem się obok i ją przytuliłem. Ale ciepła. Ułożyła dłoń na moim nagim torsie. Nic nie mówiła. Wyglądała na bardzo zamyśloną.
- Wiesz o tym, że oddam ci serce jak będzie potrzeba?
- Nie mów tak.
- To prawda.
- Wiesz co mnie zastanawia ? Zawsze jak rodzi się dziecko, to ktoś umiera. Jestem ciekawa, czy za Coffe umrę ja..
- Nie wymyślaj. - Westchnęła i pocałowała mnie w policzek. Wstała z łóżka i wyszła z sypialni.
Zgadywałem, że poszła do dzieci. Słyszałem jak po cichu rozmawia z Alexem, a potem schodzi na dół.  Usiadłem na łóżku i westchnąłem. Nie jest za dobrze. Przyniosła do sypialni butelkę wody i dwie tabletki, a potem znów poszła do naszego syna.  To jest synek mamusi i córeczka tatusia.
Słyszałem, że daje mu buziaka i wróciła do mnie. Położyła się obok. Przytuliłem ją.
- Wiesz co ? - zaśmiała się.
- Co, kochanie?
- Choroba, problemy, a ja myślę tylko o tym, żeby się z Tobą kochać.
- Nie możesz..- pocałowałem jej włosy.
- A tam.. - wtuliła się w moją szyję .
- Kochanie - zaśmiałem się położyła się na moim torsie. Moja mała.  Jeździłem rękoma po jej plecach.
- I przez Ciebie jestem już mokra.
- Nie pomagasz.
- Tylko raz.. - zamruczała przygryzając płatek mojego ucha. Obróciłem nas i ją pocałowałem.
Wplotła palce w moje włosy. Zdjąłem z niej bluzkę. Byłem napalony jak szczeniak. To mogła być ostatnia okazja chociaż nie chciałem tak myśleć. Pozbyłem się jej majtek i założyłem prezerwatywę.
O Boże. Jak dobrze było być w niej. Rozkoszowałem się jej bliskością.  Miałem ją całą dla siebie przez noc. Rano obudziły mnie dzieci.  Kochane maleństwa. Sunny nie było w łóżku. Robiła dla nas śniadanie. Co za kobieta. Nie może siedzieć bezczynnie. Od razu do niej poszedłem.
- Jak się czujesz mała ?
- Okej. - powiedziała i postawiła na stole parujące jajka z bekonem. Moje ulubione.
- Dziękuję. Jutro kogoś zatrudnię.
- Co ? Po co ?
- Żeby ci pomogła.
- Nie potrzebuję pomocy. - wzięła Alexa na ręce.
- Nie będziesz nic robić. - Bez słowa usiadła przy stole z synem na kolanach. Karmiła go, sama jedząc. Zjadłem, nakarmiłem Darcy i musiałem jechać. Chciałem pocałować żonę, ale się odsunęła,
- Za co ty się obrażasz, co?
- Nie chcę nikogo obcego w moim domu.
- Nie będziesz nic robić. Jedynie wychowywać dzieci. - Pokiwała głową i poszła na górę. Pojechałem do pracy. Trzeba dać ogłoszenie. Martwiłem się, bo żona się zdenerwowała.  A nie mogła. Miała być spokojna. Wyszedłem trochę wcześniej z firmy i poszedłem kupić jej kwiaty.  Nie chciałam, żeby się gniewała. Pod domem zauważyłem samochód Louisa.  A ten tu po co? Wszedłem do środka. Cisza. Od razu się przestraszyłem.
- Summer?
- Summer śpi. - powiedział Louis. Zadzwoniła do mnie po 10, że źle się czuję i czy mogę przyjechać do dzieci, bo do ciebie dodzwonić się nie mogła.
- To dobrze - mruknąłem. - Znaczy nie. Jezu. - Poszedłem na górę i zajrzałem do żony. Leżała na łóżku i oglądała telewizję.
- Hej mała - postawiłem wazon na szafce z kwiatkami.
- Cześć.
- Jak się czujesz? - Wzruszyła ramionami i sięgnęła po wodę.
- Lepiej, gorzej?
- Tak samo
- Dużo mi to nie mówi.
- Teraz jest okej. - usiadła. Usiadłem obok i pocałowałem jej dłoń.
- Obiad jest w piekarniku.
- Dobrze. - Znów przytuliła się do poduszki. Nadal zła.
- Nie mam do ciebie siły.
- Co znowu ?
- Masz odpoczywać.
- Nic nie robię.
- No to nie bądź zła, że chce sprzątaczkę.
- Rób co chcesz.
- A ty będziesz zła. To nie jest wyjście
- Chce żyć normalnie. Póki jeszcze żyje.
- Summer - ostrzegłem. - Nie mów tak. - Wzięła leki i spojrzała na drzwi. Jej mina nie wróżyła nic dobrego.
- Co?
- Darcy. - szepnęła a po chwili już słyszałem płacz córki. Wstałem i pobiegłem do małej. Przecież była z Lou.
- Mama umrze ! - ryczała na całego.
- Kto ci tak powiedział? - wziąłem ją na ręce.
- Mama tak Tobie powiedziała.
- Mama żartowała słoneczko.
- Nie prawda.
- Nie wierzysz mi?
- Nie..
- Nie okłamałbym mojego aniołka - pocałowałem ją w czoło.
- Mama umrze..- wtuliła się we mnie i płakała.
- A kochasz ją?
- Bardzo
- To jak ją bardzo kochasz to nie umrze. Jakbyś jej nie kochała, to by umarła.
- Tak ? To ja będę jeszcze bardziej kochać
- To dobrze. Najmocniej na świecie musimy ją kochać. - Przytuliła się i powoli uspokoiła. Odetchnąłem z ulgą i poszedłem do Alexa. Bawił się na dole z Louisem.
- Dzięki stary
- Polecam się. Spadam do moich dziewczyn. - pogłaskał Alexa i wyszedł.
- Tata ? Zrobimy mamie ciasteczka ? Może szybciej wyzdrowieje. - spytał mój syn.
- No...i może spalimy kuchnie - łaskotałem go. - To Kto pierwszy w kuchni?
- Ja ! - pobiegli oboje z Darcy. Pobiegłem za nimi. Alex sięgał po sok, ale jeszcze był za mały
Podałem mu picie. Małej mandarynkę. Naszykowaliśmy wszystko i razem przygotowaliśmy ciastka. - Oproszę. A co tu się dzieje ? - usłyszałem żonę.
- Mamy dla ciebie ciastka, mamo - powiedziała Darcy.
-Super skarbie. Dziękuję. - dała im po buziaku.
- To teraz musisz spróbować - podałem jej talerz.
- Dzięki. - usiadła obok Alexa. Oparłem się na blat i na nich patrzyłem. Sunny chyba odzyskała trochę siły.
- Harry, jutro mam pierwszy zastrzyk.
- Wiem..
- Pojedziesz ze mną ?
- Co to za pytanie.
- Może masz jakieś spotkanie czy coś.
- To nie ważne. - Uśmiechnęła się. Spojrzałem na mojego syna. Patrzył na nią jak na bóstwo
On naprawdę kochał ją tak bardzo mocno. Bez niej to ...nie damy rady.
- No co Alex ? - pogłaskała go po policzku Wszedł jej na kolana i dał buziaka. Darcy pociągnęła mnie za nogawkę. Wziąłem ją na ręce. Przytuliła się i po chwili spała. Poszedłem z nią na górę. Moja królewna. Żona przyniosła Alexa. Położyliśmy maluchy do spania, a żonę wysłałem pod prysznic. Ja posprzątałem kuchnię. Poinformowałem również sekretarkę, aby odwołała wszystkie spotkania do końca tygodnia. Też zasługuję na chwilę urlopu. Poszedłem na górę. Zaniepokoiła mnie cisza w łazience.
- Kochanie ? - zapukałem do drzwi. Nie dostałem odpowiedzi, ale po chwili drzwi się otworzyły. Podtrzymując się ściany wyszła, lecz po chwili osunęła się na ziemię. Zdążyłem ją złapać w ostatniej chwili. Zaniosłem ją do łóżka. Nie straciła przyjemności. Po prostu opadła z sił. To będzie się zdarzało coraz częściej. Dałem jej wody i czuwałem, aż zaśnie. Sam nie spałem najlepiej. Bałem się, że coś jej się stanie, że.. że mnie opuści. Próbowałem powstrzymać te pieprzone łzy, ale nie dałem rady. Jestem bezsilny. Mogę tylko dać jej pieniądze na leczenie i operację, ale to wszystko zależy od jej organizmu. Zasnąłem kiedy zaczęło się już przejaśniać. Mój sen trwał aż dwie godziny. Przygotowałem rodzinie śniadanie i zadzwoniłem po mamę, żeby zajęła się dziećmi. Zniosłem żonę na dół, a zaraz po niej maluchy. Razem usiedliśmy do posiłku. Humor miałem okropny, podobnie jak Sunny. Chciałem, żeby się uśmiechnęła. Pomogłem jej się umyć i ubrać.
- Harry nie musisz mnie tak pilnować. Czuję się już dobrze. - powiedziała połykając tabletki. Pogładziłem ją po policzku i pocałowałem. Wczoraj byłem przerażony. Bez niej sobie nie poradzę, a nowej żony w życiu bym nie pokochał. Summer nie da się zastąpić. Jest za dobra, żeby być zastąpiona. Kiedy przyjechała moja matka zabrałem żonę na zastrzyk. Lekarz ostrzegał, że po nim będzie słaba i będzie miała wiotkie mięśnie, ale nie sądziłem, że będzie aż tak źle. 

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 12 - Trouble, trouble..

Spojrzała na mnie, a w oczach miała łzy.  Była taka...ona właśnie się rozsypała na kawałki, a ja nie miałem zielonego pojęcia jak mam je pozbierać.
- Pani Styles, nie załamujemy się. Przepisałem już leki, jeżeli to nie zadziała będziemy operować. Mam nadzieję, że Pani się nie podda.  0 Summer nie odpowiedziała. Siedziała bezruchu, jakby nic do niej nie docierało. Oczywiście, że się nie podda. Musi być. Dla mnie. Dla dzieci.
- Panie Styles. - zwrócił się do mnie.
- Co? - spojrzałem na niego. - Chce mi pan powiedzieć "spoko, żartowałem?"
- Nie. Chcę Panu powiedzieć, że ona nie może się denerwować, męczyć, zero wysiłku fizycznego. Nerwy i złość tylko jej zaszkodzą. Żadnych używek.

- Naprawdę?! - wstałem. - Sam do tego doszedłem. Nie wiem jak pan to zrobi, ale ona ma wyzdrowieć. I radze zrobić wszystko - zmroziłem go wzrokiem. Objąłem dziewczynę i wyszedłem z nią. Nic nie mówiła, nie reagowała. Była rozbita. Kompletnie. Jak wtedy, kiedy zrobiłem jej krzywdę  A ja straciłem grunt pod nogami. Tak nagle. Brakowało mi powietrza. Ale przecież musiałem jej pomóc. Ona musiała z tego wyjść.
- Przytul mnie. - powiedziała tak smutno, że aż zaczęło padać. Zrobiłem to. Trzymałem mój świat w ramionach.
- Harry obiecaj mi, że jak umrę to Alex i Darcy będą szczęśliwi, a ty ułożysz sobie życie.
- Nie umrzesz, Summer?! Nie mów tak słyszysz? - potrząsnąłem nią. - Możesz się leczyć, mieć operacje. Dziewczyno, nie możesz tak myśleć ani się poddawać. Masz nas.
- Ja Cię tylko o to proszę. Że jeżeli mi się nie uda to będziecie szczęśliwi.
- Cicho. Nie mów tego. Ciii. - Wtuliła się we mnie. Kołysałem ją czując łzy na policzkach. Co to za pieprzona szkoła uczuć. Schowałem się w jej włosach. Ona mnie nie zostawi. Była dzielna. Potarłem rękoma jej plecy.
- Kocham Cię Harry. 
- Kocham Cię Sunny. - pomogłem jej wsiąść do auta i wróciliśmy do domu. Zaprowadziłem ją do łóżka i od razu podałem pierwszą dawkę leków. Zszedłem na dół i zacząłem przygotowywać posiłek. Myślałem o tym wszystkim co się teraz dzieje. Damy sobie radę ? Musimy. Boje się, że jej zabraknie, ale nie mogę dopuszczać do siebie takich myśli. 
- Proszę - usiadłem obok niej na łóżku i podałem talerz.  Uśmiechnęła się i wzięła posiłek.
 - Kiedy przywieziesz dzieci ?
- Wieczorem - pocałowałem ją w czoło. Pokiwała głową i zaczęła jeść.
- Jest dobrze?
- Tak, wieczorem zrobię ciasto.
- Nie.
- Dlaczego ?
- Leżysz.
- Hazz nie mogę ciągle leżeć.
- Masz rację. Nie możesz - pokręciłem głową.- Musisz.
- Harry. - pogłaskała mnie po policzku. Nie ma opcji. Jak będzie trzeba to zamknę ją w szklanej kuli.
- To tylko 30 minut
- Summer, ja wiem że czasem mówię nie wyraźnie, ale nie waż się wstać bez powodu, bo sam sobie coś zrobię. Jasne, skarbie?

- Kochanie ale ja tutaj zwariuje. - zrobiła smutne oczy a mi miękło serce. Przytuliłem ją.
- A nie masz jakiegoś innego zajęcia?
- Przecież to nie jest męczące.
- No dobra... - poddałem się. Uśmiechnęła się. 
- Zobacz. - otworzyła laptopa i pokazała mi suknie ślubną.
- Jaka piękna.
- Naprawdę ?
- Naprawdę, dla ciebie idealna.
- A weźmiemy ślub na tropikach na plaży ?
- Jak będziesz miała siłę.
- Mam. Znasz mnie. Nie lubię się nad sobą użalać.
- Wiem kochanie.
- Mamusia ! - usłyszałem Alexa
- Oho, już przyjechali - wstałem i poszedłem po dzieci. Od razu chcieli do mamy. Zaniosłem ich do niej. Mocno ich przytuliła. Nie mogłem mieć lepszej matki dla moich dzieci. Nie pozwolę, aby nas zostawiła. Choćbym miał jej oddać swoje serce. To ona będzie żyła, bo na to zasługuje.
Alex usiadł między moimi nogami. Dałem mu zabawkę. Louis musiał już pójść.
- Tata ! Zobacz.. - na laptopie wyświetliła się reklama psów.
- No tak, chcecie psa?
- Tak tatuś ! Tak ! - Darcy wskoczyła mi na szyję. 
- Ale mała... - jęknąłem.
- Tatuś.. 
- A kto się nim będzie zajmował? Jesteś za mała
- Mamusia..
-Mamusia nie może.
- Jak to ? Nami się opiekuje.
- Ale teraz źle się będzie czuła.
- Hazz. - upomniała mnie żona. Nie chciała, żeby dzieci wiedziały. - Rano pies będzie się załatwiał w ogrodzie, tym za domem, a po pracy będziesz zabierał go i dzieci na spacery.
- Super po prostu, bo ja nie mam żadnych obowiązków i potrzebuję psa. - Żona westchnęła i przytuliła Darcey.  Pocałowałem ich w czoła i wstałem. Wyszedłem z sypialni.Poszedłem zjeść. Serio byłem głodny.  Posprzątałem po sobie. Zatrudnię sprzątaczkę. W sumie to gosposię. Żona będzie miała jak księżniczka.  Nie będzie musiała gotować i sprzątać. Wróciłem do rodziny. Chciałem spędzać z nimi jak najwięcej czasu.  Teraz była na to okazja. Położyłem się i wziąłem Darcey na tors. Alex oglądał coś z Sunny na komputerze.  Był zadowolony i ciągle coś pokazywał. Zawsze przy matce jest zadowolony.
Jej nie mogło tak po prostu zabraknąć. Ja bym tego nie przeżył. Pocałowałem moją córeczkę w czoło. Przytuliła się i usnęła. Zamknąłem oczy i chwilę odpocząłem. Żona też się do mnie przytuliła. Pogłaskałem ją po włosach. Mój skarb. Moja rodzina. Tak bardzo mi ich brakowało. Teraz nie wyobrażałem sobie, że mogło ich zabraknąć. Dom nie mógł byś pusty.
Tak sobie usnęliśmy. Obudziłem się rano kiedy musiałem iść do pracy. Ugh.Wolne chcę.
Niall miał się zaopiekować moją rodziną Dobry z niego przyjaciel. Pożegnałem się z dziećmi i żoną i wyszedłem przed dom. Tam czekała na mnie niespodzianka. Louis.  Schowałem torbę z laptopem do samochodu i spojrzałem na niego. - Co tu robisz ? - spytałem spokojnie przyglądając się czy nie ma broni. Nie wiem czy mogę mu ufać.
- Chcę pogadać. - uniósł ręce w obronnym geście. 
- O czym ? - na serio nie wiedziałem o co mu chodzi. Tym razem też ma dla mnie jakąś złotą propozycję ? 
- Wiesz, że tego nie lubię i nigdy tego nie robię, ale przepraszam. Popełniłem błąd, bo uwierzyłem jemu. Teraz kiedy urodziło mi się dziecko po prostu zrozumiałem, że chcę, żebyś to ty był jej ojcem chrzestnym, żebyś to ty mnie wsparł. Wiesz, że wszyscy jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy. Nigdy nie skrzywdziłbym Alexa ani Darcy. Również Summer. Jest kapitalną dziewczyną. Nie wiem czy nie popełniła błędu, że do Ciebie wróciła, bo świetnie radziła sobie sama. Zawsze uśmiechnięta, okaz zdrowia - poczułem tą gulę rosnącą w moim gardle. Moja mała Sunny. Zamknąłem na chwilę oczy. Muszę się uspokoić, bo chwilowo nie jestem w stanie mówić. - Stary, co Ci się dzieje ? Dobrze się czujesz ? 
- Gratuluję dziecka. - powiedziałem jak robot. Poczułem jego rękę na swoim ramieniu. - Dobrze się czuję, moja żona tylko umiera. - Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia i pobiegł do środka. Nie mam już na nic siły. 

Obserwatorzy